WSPÓŁLOKATORZY CZ. II

Kto ma dużo dobrej woli, może odnotować stan licznika gazowego, gdy przystępuje do dłuższego pieczenia czy gotowania. W tych sprawach nigdy nie ma za wiele uczciwości i skrupulatności. A obie te cnoty są fundamentem trwałego zaufania.

Współlokatorzy idealni kierują się w swoim postępowaniu zawsze względem na innych. Nie trzaskają drzwiami, nie nastawiają głośno radia, pilnują dzieci, by nie hałasowały. Starają się większość spraw z obcymi ludźmi załatwiać poza domem, bo ciągła krzątanina, dzwonienie do drzwi, zadeptywanie korytarza nie są dla nikogo miłe, zwłaszcza gdy takie życie prowadzi jedna rodzina kosztem pozostałych. Oczywiście nikt nie nachodzi często współlokatorów, nie narzuca się: każdy puka zawsze, zanim wejdzie. Jeśli zaś urządza u siebie większe przyjęcie, zawiadamia o tym sąsiadów, aby właśnie w tych godzinach nie planowali np. drzemki, raczej niech się wybiorą do kina.

O całość mieszkania i o „wspólne kąty” każdy dba nie mniej niż o własne. Pozostawia po sobie ład, porządek i czystość. Ludzie dobrze wychowani zwykłe żyją zgodnie we wspólnym mieszkaniu, a nawet potrafią nawiązać miłe, serdeczne stosunki. Przy braku kultury powstają spory, nieraz kończące się w komisariacie. A zatem zdobądźcie się przynajmniej na filozoficzne podejście do sprawy. Czy ciągła walka daje korzyść? Czy ułatwia życie? Po co się wzajemnie dręczyć? Dla „świętego spokoju” zawsze warto wiele poświęcić.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>